piątek, 22 listopada 2013

Rozdział V: Dlaczego wyjechałaś?

Przyszliśmy do mnie.
- Obejrzymy jakiś film?- zaproponował.
- No w sumie...
- Może być horror?
Panicznie bałam się horrorów, potem nie mogłam spać kilka nocy z rzędu, mam chyba za słabą psychikę.
- Może być- nie mogłam mu pokazać, że jestem takim frajerem. Teraz tylko muszę nie piszczeć i nie zakrywać oczu poduszką przez całe 80 minut.

Oczami Isco:
Widać, że panicznie boi się horrorów, ale próbuje grać twardziela, co jest słodkie. Hahaha, ale nie powiem, że mi się to nie podoba, chwilami łapie mnie za bark, kiedy ktoś kogoś morduje, a krew tryska na wszystkie strony.
Jest taka inna, wyjątkowa. Głównie dziewczyny same proponowały horrory, żeby cały czas były przytulane, ona próbuje przezwyciężyć strach i stara się jak najmniej pokazywać mi, że się boi.

Obudziły mnie promienie słońca wdzierające się do salonu. Chwila. Od kiedy ja sypiam w salonie? Szerzej otworzyłam powieki i zobaczyłam parę pięknych, brązowych śmiejących się oczu wpatrujących się w moje.
- Dzień dobry.
- Cześć, a co Ty tutaj robisz?
- Rozejrzyj się.
Na białym stoliku stał mój laptop, obok niego miska z pop cornem, my byliśmy przykryci kocem, a moja głowa leżała na jego piersi.
- Zasnęliśmy?
- Na to wygląda.
Zrobiło mi się jakoś strasznie niezręcznie. Szybko wstałam i poszłam do kuchni.
- Jak chcesz, to możesz jeszcze poleżeć- zaproponowałam.
Wyciągnęłam z lodówki jajka i mleko. Może naleśniki? Tak też zrobiłam. 15 minut później mój Isco zajadał się naleśnikami z nutellą i owocami.
Siedzieliśmy u mnie do 11.00 aż nie pojechał do Valdebebas na trening.

Godzina 23.10, dzwoni telefon. To Andreas. Co on znowu chce?
- Halo- powiedziałam beznamiętnie.
- Julía, on leży w szpitalu - jego oddech był szybki, płytki, głos mu się łamał.
-CO?!
- Javier miał...wypadek na motorze, jest w śpiączce.
Jedną ręką wycierałam łzy, drugą pakowałam moje rzeczy w torbę. Zamknęłam drzwi i zaczęłam walić w sąsiednie.
- Co jest? - otworzył i spojrzał na moją twarz wymazaną zapewne tuszem do rzęs.
- Zawieź mnie na lotnisko, szybko!
Nałożył buty, zabrał kluczyki i zeszliśmy na dół.
- Julía, ale co się...
- Nie pytaj mnie o nic, po prostu zawieź mnie na to pieprzone lotnisko- wykrzyczałam nie patrząc się na niego.
W zwykłych okolicznościach zbierałabym zęby z ziemi na widok czarnego lamborgini, teraz nie miało to dla mnie znaczenia. Mogliśmy jechać albo lamborgini, albo starym fiatem z pięćdziesiątego czwartego. 
Całe 15 minut jechaliśmy w ciszy. Jedynie przerywałam ją, żeby go pospieszyć. Już miałam wysiadać, kiedy on złapał mnie stanowczo za nadgarstek, przyciągnął do siebie i pocałował w policzek. Nie wiem, kiedy ktoś ostatnio mnie w niego pocałował. Ostatni był Javier, który leży teraz w szpitalu, ale nie wiem kiedy to było. Wydawało się, jakby to było wczoraj i 10 lat temu zarazem.
- Uważaj na siebie- wyszeptał i mnie puścił.
Kiwnęłam głową i ruszyłam przed siebie.

Oczami Isco:
Nie wiem dlaczego to zrobiłem właśnie teraz. Niby pocałunek w policzek nie jest aż tak znaczący, ale zrobiłem to tak, jakbym miał nie widzieć jej przez kilka miesięcy. W normalnych warunkach zrobiłbym to na spacerze, na kolacji w drogiej restauracji, ale zrobiłem to teraz. Nie wiem co się stało, czemu płakała i dlaczego chciała na gwałt jechać na lotnisko. Nie wiem co się stało, nie chciałem jej drażnić moimi pytaniami. Boję się o nią. Gdziekolwiek poleciała, mam nadzieję, że wróci do Madrytu, wróci do mnie.
 Jadę do domu, dzwonię po kumpla, żeby móc się wygadać, a potem śpię, tylko 3 godziny. Co się z nią dzieje? Jedynie uśmiecham się, kiedy przywołuję obraz, kiedy jest zaskoczona, kiedy chwytam ją za nadgarstek i delikatnie całuję w policzek. Brakuje mi jej ciała, zapachu, jej oczu, kiedy mam ją w ramionach mam wszystko co jest mi potrzebne.

Carmen.
Nie mam już w co wycierać łez, chcę już być w szpitalu. Chcę być przy nim. Chcę być dla niego. Na zawsze.
Uśmiecham się. Dotykam lewego policzka, który pocałował Francisco. Już za nim tęsknię. Chciałabym zadzwonić, ale nie mamy swoich numerów. To dziwne, ale w sumie po co one były nam wcześniej, skoro mieszkamy obok siebie i flirtujemy na balkonie?
 Zadzwoniłam do mamy,  że przyjeżdżam, ale w domu będę dopiero za 24h, cały dzień będę siedzieć przy Javierze.
Pytam recepcjonistki gdzie leży, szukam sali 52, otwieram drzwi. Na krześle siedzi jego mama, obok Andreas. Bełkoczę "dzień dobry" i patrzę na Javiera z zabandażowaną głową, złamaną ręką, rozciętą wargą, rozwalonym łukiem brwiowym, gdzie krew już zaschła i wycieram łzy. Od zawsze kochał motory, były jego pasją. Pamiętam jak chciał mnie zabrać na przejażdżkę, ale zawsze się bałam. Nie bałam się tyle o mnie, co o niego. Zawsze kiedy miał gdzieś jechać błagałam go, żeby uważał na siebie tak jak Isco kilka godzin temu prosił o to mnie.
Po kilku godzinach wybudził się. Potem jego rodzina zostawiła nas samych
- Cześć.
Nie patrzę mu się w oczy. Ostatni raz gadaliśmy rok temu, wtedy kiedy byliśmy parą.
- Hej- chyba się uśmiecha. Zawsze tak słodko się uśmiechał, jego uśmiech współgrał ze śmiejącymi się zielono- brązowymi oczami, w które uwielbiałam się patrzeć.
- Tęsknię za tobą- powiedział ledwo słyszalnie. Przechodzą mnie dreszcze, te same, które przechodziły mnie, kiedy mówił mi to, jak gadaliśmy przez telefon podczas moich różnych wyjazdów. W normalnych warunkach rzuciłabym się mu na szyję i znowu bylibyśmy razem, ale teraz jest Isco. Nie wiem co robić, szumi mi w głowie. Wieczorem zmieniam się z Andreasem, idę do domu, rzucam torbę i biorę zimny prysznic.
Zrobiłam nam kakao i usiadłyśmy w kuchni.
- Mamo co ja mam robić?
- Z czym?
Opowiedziałam jej o Isco tak po krótce. Nie mówiłam szczegółowo, to było naprawdę BARDZO ogólnikowo, nie chciałam żeby wiedziała wszystkiego, bo po co?
- Żartujesz?
- Nie.
- To brzmi jak scenariusz z hollywoodzkiego filmu.
- Prawda?
- Skarbie nie wiem co Ci powiedzieć. Z jednej strony ten cały Isco traktuje cię jak księżniczkę, z drugiej Francisco jest piłkarzem, ma sporo kasy, a tacy to prowadzą niezłe życie. Chodzi mi o zabawy w klubach, panienkach na jedną noc i za miesiąc, czy pół roku możesz być mu obojętna. W tym aspekcie z Javierem jest "bezpieczniej", bo znasz go na tyle dobrze,  że wiesz jaki jest.
- Mamo, on nie jest taki, przesadziłaś z tymi panienkami na jedną noc.
 - Dobrze wiesz, że za bardzo ufasz ludziom. Do tej pory brałaś każdą nowo poznaną osobę na dystans, a teraz stajesz w obronie faceta, którego znasz od przeprowadzki do Madrytu i już weszłabyś mu do łóżka?
- CO? Przesadziłaś...Dobranoc.

Poszłam na górę do siebie spać. Zastanawiałam się,  co by było, gdyby on naprawdę sypiał z jakimiś dziwkami. Z resztą w sumie nie mam nic do tego, bo nie jestem ani jego dziewczyną, ani nikim, żeby rozkazywać mu jak ma żyć. Było mi bez niego źle. Chwyciłam za telefon, ale przecież nie miałam jego numeru. Rano spakowałam się i kazałam przetransportować na lotnisko.
-Co? Już jedziesz? A co z Javierem?- spytał z troską tata.
-Nic. Przemyślałam to. On powoli dochodzi do siebie, a jeśli mam z nim być, to będzie mnie szukał i pogadamy, jeśli będzie mu zależeć, wtedy będę się martwić. Teraz wracam do domu, poszukam pracy i zobaczymy jak wszystko się potoczy-  pocałowałam mojego tatę z policzek. Wiedziałam, że rozumie. Zawsze mnie wspierał, był dla mnie jak przyjaciel.
Kilka godzin później będąc w samolocie zastanawiałam się co powiem Isco. Powiedzieć mu "poleciałam, bo mój były chłopak miał wypadek" czy " nie chcę o tym mówić".
Przyszłam do kuchni, upiekłam tartę z warzywami i wyszłam na balkon. Tym razem nie zapalałam świeczek.
- Julía?
-  Isco?
- Kiedy wróciłaś?
- Przed chwilą.- powiedziałam jak gdyby nigdy nic. Chciałam mu powiedzieć jak bardzo się za nim stęskniłam, jak brakowało mi jego bliskości, ale ugryzłam się w język.
- Jesteś zmęczona?
- Nie, dlaczego?
- Może poszłabyś ze mną na spacer?
Z tobą wszędzie.
- Jasne, czemu nie.

Chwilę później przechadzaliśmy się po nieznanych mi uliczkach stolicy.
- Gdzie byłaś?
- W Brazylii.
- Po co? Czemu tak nagle?
- A czemu dałeś mi buziaka ?- Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Dlaczego to powiedziałam? Chciałam uniknąć więcej pytań o Javiera czy naprawdę mnie to ciekawiło?
- Yyy, bo ja...ja...tak jakoś, przepraszam, nie wiedziałam, że nie chcesz.
- Tego nie powiedziałam.
Uśmiechnął się.
- Ja odpowiedziałem, teraz ty.
- Jedna z bliskich mi osób miała wypadek, musiałam wyjechać. Nie pytaj mnie o to- wymamrotałam.
- Jasne, skoro nie chcesz.
- Nie chcę.
Przystanął i mnie przytulił. W jego ramionach czułam się taka mała, bezpieczna, kochana. Zarzuciłam mu ręce za szyję i staliśmy tak wtuleni w siebie.
- Jesteś dla mnie tak ważna. Tęskniłem, kiedy cię nie było, ciężko było mi zasnąć. Nie mogę bez Ciebie normalnie funkcjonować - szepnął mi w usta i kiedy jego wargi miały się zetknąć z moimi zadzwonił jego telefon.
- Cholera- zaklął. Muszę odebrać, to ważne.
-Odbierz, nic się nie dzieje- Chyba jeszcze do końca nie dotarło do mnie, co przed chwilą miało się stać.
Odprowadził mnie pod drzwi, pocałował w czoło i się rozeszliśmy.


Isco:
Gdyby nie ten telefon...gdyby nie Morata...zabiję go jutro na treningu. Wiem,  że jest tuż za moją ścianą, że jest blisko, ale ściana wydaje się być gruba na kilkaset kilometrów, wydaje mi się, że Julía była tak daleko. Chciałbym, żeby leżała tu, przy mnie. Tak świetnie mi się spało wtedy u niej w salonie, było świetnie, bo ona była obok. W życiu nigdy nie powiedziałem prawdziwego "kocham cię". Dla mnie to słowo ma za duże znaczenie, żeby mówić je od tak i do kogokolwiek. Julia nie była zauroczeniem, wiem to.

Środa, Valdebebas godzina 12.30
- Stary, ja Ci zaraz łeb ukręcę!- krzyknął Isco.
- Mi? Za co?- zaśmiał się Morata.
- Za co? A za to, że mi przerwałeś frajerze.
- W czym? -podniósł jedną brew. - Czyżby w TYM?- Energicznie wykonał ruch biodrami w przód i w tył z rękoma zgiętymi w łokciach  - O stary, sory, faktycznie głupio.
- Spier**laj, nie w TYM, tylko w pocałunku- walnął go w żebra.
- Ale serio?- tym razem Alvaro był poważny
- No. Scenka jak z hiszpańskiej telenoweli. Romantyczny spacer, nasze usta już się mają spotkać, kiedy nagle przerywa nam nie kto inny jak nasz kociak Morata- wszyscy Blancos ryknęli śmiechem
- Chyba powiedziałem to trochę za głośno- zaczerwienił się Isco.
- Isco, 150 pompek - zaśmiał się Ancelotti
- Hahaha trenerze.
- Nie, serio, 150 pompek- Ancelotti był rozbawiony, ale powiedział to na tyle poważnie, żeby Francisco mu uwierzył.
.....
 -148 ,149 , 150- wymamrotał Isco.
- Młody, ty wiesz, że żartowałem ?- spytał Carlo.
Chłopcy tarzali się ze śmiechu.
- No, no, teraz to nam się jeszcze bardziej rozstrzelasz skoro poznałeś dziewczynę- zażartował Zidane.
-  Będzie robić za napastnika, stopera i bramkarza na raz- zaśmiał się Iker.
- A jak tam Sara? Jak znosi ciążę? - spytał Hiszpan.
- A super, dzisiaj o 2.15 byłem w całodobowym sklepie po nutellę i chipsy, to jeszcze nic. Przywiozłem jej to, a ona posmarowała je nutellą i zaczęła wcinać. Nie wiem jak można być w ciąży. - skwitował, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Pojechałem do domu, otworzyłem okna i słyszałem jak śpiewa w kuchni.
- No, no, talent kulinarny, językowy, wokalny...czym jeszcze mnie zaskoczysz?- powiedziałem głośno wychodząc na balkon.
Wychyliła się przez okno, miała na sobie fartuszek i nos w mące. Wyglądała uroczo.
- Błagam, słyszałeś to?- zapytała przejeżdżając ręką po twarzy.
- Tak, ale naprawdę masz śliczny głos - uśmiechnąłem się szeroko.
- Spadaj! Następnym razem jak wchodzisz do mieszkania to krzycz "JESTEEEM!", żebym wiedziała, że nie mogę śpiewać, tańczyć, gadać sama do siebie i inne takie.
- Wow, jesteś aż taka dziwna?- zaśmiałem się.
- Miałam cię zaprosić na pierogi, ale wal się przystojniaku- powiedziała z dumą.
- Przystojniaku?- podniosłem jedną brew.
- Przecież jaja sobie robię - powiedziała, chociaż wiem, że to akurat jej się wymsknęło.
- Masz wolny wieczór?- zaproponowałem.
- Nie- uśmiechnęła się.
- Przecież ty tu nikogo nie znasz!
- Spadaj idioto, nie myśl sobie, że jak już ciebie poznałam, to już więcej znajomych mi nie potrzeba- szeroko się uśmiechnęła.
- Dobra dzisiaj o 20.30 - już miałem wychodzić z balkonu.
- No mówię ci, że dzisiaj mam wieczór zajęty- powiedziała poważnie.
- Serio? Myślałem, że się ze mnie zbijasz- powiedziałem z nutą rezygnacji w głosie.
- Serio, poznałam świetnych ludzi na meczu, chcę z nimi poznać się trochę bliżej. Jak tak ci zależy, to możesz wpaść po 18.00, obejrzymy coś czy cokolwiek porobimy, a potem pójdę z nimi. -zaproponowała.
- Z kim dokładnie wychodzisz?
- Nie twoja sprawa- pokazała język i zamknęła okno.

O 18.00 stałem pod jej drzwiami. Mieliśmy oglądać film, ale tak się zagadaliśmy, że nie zdążyliśmy. Ja piłem kawę w kuchni, a ona malowała się w łazience.
- Pokaż się!
- Taaadam!- okręciła się wokół własnej osi.
Wyglądała przepięknie, jak zawsze.
- No całkiem, całkiem panno Gonzaléz.
- Dziękuję bardzo panie Alarcón.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. A w nich ukazał się wysoki brunet z niebieskimi oczami, na kilometr czuć było jego tanie perfumy.
- Cześć - pocałował ją delikatnie w policzek.
- Hej, poczekaj, wezmę torebkę i idziemy.
Mimo, że gość odezwał się jednym słowem miałem ochotę przywalić mu w ryj. Niby w Hiszpanii każdy całuje się w policzek na przywitanie, ale czułem się zagrożony. Czy naprawdę Julia mogłaby zostawić mnie dla tego lalusia?
Już wychodziła, kiedy złapałem ją za rękę, popatrzyłem głęboko w oczy i powiedziałem
- Udanej zabawy.
- Dzięki- powiedziała z niepewnym uśmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz