Wytężam wzrok, żeby chociaż trochę zobaczyć jak wygląda mój rozmówca, wydaje się być taki tajemniczy...Mam wrażenie, że jest tak znajomy i obcy zarazem. Udaje mi się dostrzec ciemne włosy, kilkudniowy zarost.
Przegadaliśmy prawie całą noc. kiedy słońce zaczęło wschodzić wybełkotał, że musi już iść i szybko mnie pożegnał. To było dziwne.
Położyłam się i wstałam koło 12.00. Wyciągnęłam patelnię, zrobiłam omleta z owocami na słodko i wyszłam po zakupy. Tu oddychało się inaczej, było inaczej, szło się inaczej, to Madryt.
Na mieście załatwiłam jeszcze kilka spraw związanych z internetem i telewizją, nawet nie wiem, kiedy zrobił się wieczór. Wyszłam na balkon, ale jego nie było.
Wzięłam do ręki książkę, na osiedlu robiło się coraz ciszej. Idealnie.
- Nie za ciemno na czytanie do świeczek i księżyca?- padło pytanie od tego samego głosu, który wyrwał mnie z zamyślenia niespełna dobę temu.
- Przestaniesz się interesować?- zaczęłam się śmiać.
- Nie, ale podobno bywam upierdliwy- powiedział z dumą w głosie.
- Podobno?
- Nie podoba Ci się moje towarzystwo?
- Ależ skąd- Cudownie mi się z nim rozmawiało, mimo, że znam go od kilku godzin, rozmawiamy tak swobodnie jakbyśmy się przyjaźnili od lat.
- Co robisz na weekendzie?
- Ja? To co zawsze.
- Czyli?
- Mecz oglądam, gramy z Granadą.
- Ty...Ty...y...JESTEŚ MADRIDISTKĄ? - powiedział z takim zdziwieniem jakbym wyjawiła mu, że urodziłam się na statku ufo.
- Ba, od małego jestem biała.- z satysfakcją rozpięłam bluzę pod którą miałam koszulkę ukochanego klubu za który mogłabym oddać życie.
Zaczął mnie przepytywać z tematu piłki, jak na przesłuchaniu.
- O co Ci chodzi?
- Co o co?
- No pytam co to za test?
- Bo nigdy jeszcze nie spotkałem dziewczyny, która byłaby madridistką z krwi i kości, a bo "Cristiano jest ciachem"
- Nie jestem madridistką z serca, bo serce umiera, jestem madridistką z duszy, bo dusza jest wieczna
- Jose Callejón- dokończyliśmy razem.
Tak więc Królewscy stali się tematem na bite 3h.
- A co sądzisz o transferach w tym sezonie?
- Jest super, nie wiem jeszcze jak spisze się Dani Carvajal, ale Isco jest tak genialny, że nie zdziwię się jak za parę lat będzie taką ikoną jak Sergio Ramos czy Cristiano Ronaldo. Zobaczymy czy Levy sprzeda nam Bale'a- skończyłam.
Chłopak jakoś dziwnie się ożywił przy rozmowie o transferach.
- Jak masz na imię? - wypalił ni stąd ni w owąd.
- To za duże ryzyko, wiesz....wydajesz się być psychopatą, który obserwuje swoje sąsiadki, a potem rodzina znajdzie mnie poćwiartowaną w rzece. Zjawiasz się znikąd - wybuchnęłam śmiechem.
- Ej, serio na takiego wyglądam?- słodko się zasmucił...przynajmniej tak to wyglądało, kiedy wytężyłam wzrok.
Jest tak znajomy i tak obcy...to dziwne. Jak on naprawdę wygląda?
- Skądże. Wyglądasz jak psychopata, który zakopuje swoje ofiary żywcem złowieszczo się przy tym śmiejąc- teraz to on nie wytrzymał i oboje się roześmialiśmy.
-Dajcie ludziom spać!- krzyknął ktoś piętro niżej.
-Dobra, nie ma co sobie grabić u sąsiadów, bo potem nawet szklanki cukru nikt nie będzie chciał nam pożyczyć.- zażartował
- Ej, zanim pójdziesz, to zdradzisz mi swoje imię?
- Julía - uśmiechnęłam się do niego i wyszłam.
- Zaraz zaczyna się Juventus- Milan, pooglądamy?- zawołał za mną.
- Jak pooglądamy?- wróciłam się.
- Będziemy oglądać i przy otwartym balkonie będziemy komentować. - wystrzelił.
- Zabawny jesteś- uśmiechnęłam się.
- Serio mówię. To jak?
- Dobra- zgodziłam się.
10 minut później
- Co on robi?!
- Balotelli dzisiaj nie w formie chyba- skwitowałam.
- Ehh. Lubisz włoską ligę?- spytał.
- Po Hiszpańskiej lubię Angielską, a potem całą resztę.
- To tak jak ja- zaśmiał się.
- Ej! SPALONY! No SPALONY!
- Ewidentny!
- WTF?! W ogóle jak sędziowie boczni mogli to przegapić, błagam- jęknęłam.
- Iiiii gol!
- Nanananana na na
- Hahahahaha co?
- Nic, lubię mówić nananana- zaśmiał się.
- Wiesz co?
- Co?
- Jesteś dziwny, już cię lubię- roześmiałam się.
- Ooo wchodzi El Sharawwy, jest świetny, bardzo go lubię- przerwałam.
- Dokładnie.
- Mam puszkę fanty, rzucić ci przez balkon?
- Nie, mecz leci, ja nawet staram się wstrzymywać potrzebę do końca pierwszej połowy, a ty mi każesz wychodzić na balkon- powiedziałam poważnie.
- Żartujesz?
- Nie, powaga.
- Powiedz mi, gdzie takie dziewczyny się rodzą?
- W Madrycie- odpowiedziałam z dumą.
Rano zadzwonił Alejandro.
- Cześć bro, co słychać?
- To ja pytam co słychać. Jesteś se w wielkim Madrycie, a mnie pytasz co się dzieje w nudnym Rio- zaśmiał się.
- Ej, Rio jest super, nie czepiaj się.
- To czemu stąd wyfrunęłaś droga jaskółko, hm?
- Hahahaha jaskółko? serio? Wyfrunęłam, bo czułam, że to czas, by wyfrunąć.
- No to opowiadaj co się dzieje. Libacje, mecze, faceci?
- Libacje NIE. Mecze? oglądam wszystko co się da, a faceci... koło mnie mieszka madridista, codziennie gadamy, jest naprawdę świetnym gościem, ale nieważne- zaśmiałam się.
- Wolałem usłyszeć "nikt mnie nie chce jak zawsze, braciszku", byłbym spokojniejszy- powiedział z udawanym smutkiem
- Spadaj, Alejandro- zaśmiałam się. - A ty w końcu znalazłeś sobie jakąś laskę?
- A na co mi? Na razie studia, potem dziewczyny.
- Yhy, jasne.
- Muszę kończyć, zbieram się na uczelnię.
- Trzymaj się.
Przebrałam się i poszłam pobiegać. Ktoś coś za mną krzyknął, więc zdjęłam słuchawki. Chyba za głośno słucham muzyki....hahahaha dobra, muzyka nigdy nie leci wystarczająco głośno- to pierwsza zasada jej słuchania.
Za mną stał chłopak, który patrzył na mnie pytająco.
- Em...możesz powtórzyć?
- Która godzina pytałem- zaśmiał się.
- Aaaa 7.15, przepraszam, nie słyszałam cię.
- Jestem Pablo, a ty jesteś...
- Julía- podałam mu rękę.
- Mieszkasz tu gdzieś?- spytał.
- Tak, tamten blok, 8 piętro- machnęłam ręką.
- A ja tam- wskazał 3 bloki za moim.
- No to miło cię poznać- zaśmiałam się.
- Mi też, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy- uśmiechnął się.
- Z pewnością- zażartowałam i pożegnałam Hiszpana.
Wieczorem odpaliłam kilkanaście świeczek, nogi położyłam na wiklinowym stoliku stojącym na balkonie i zamyśliłam się. Minął rok, rok od kiedy jestem sama, od kiedy wszyscy się ode mnie odwrócili. Najpierw płynie jedna łza, potem druga, biorę się w garść, przecież jestem bezwzględna, twarda, silna. Lepiej było mi, kiedy tak sobie wmawiałam.
- Nie śpisz?- odwróciłam głowę w lewo szybko ocierając łzy.
- Nie, co ty- odpowiedziałam chłodno.
- Coś się stało?
- A co się miało stać?
- Chyba nie płaczesz, żeby mieć piękniejszych oczu?
- Daj sobie spokój. Nie płaczę.
- Nie, tylko woda strumieniami spływa ci po policzkach.
- To nie twój interes, Martín- tak właśnie miał na imię.
- Przepraszam, chciałem pomóc.
- Luz, nie obwiniaj się- zrobiło mi się trochę głupio, chłopak chciał być miły.
- Właściwie po co przeprowadziłaś się do Hiszpanii?
- Żeby wszystko zacząć od nowa.
- A co w starym życiu było nie tak?
- Wszystko.
- Niemożliwe.
- Możliwe, z resztą po co o to pytasz?
- Chcę lepiej cię poznać.
- Po co? Wiesz co myślę na temat zwierzania się osobom, których się nie zna? Albo w ogóle zwierzana się komukolwiek?
- Nie.
- Że nikt nigdy nie zrozumie cię lepiej niż ty samego siebie. Ludzie mówią "wiem, co czujesz", a tak naprawdę mają to w dupie, gówno wiedzą. Irytuje mnie to.
- Człowiek człowiekowi jest niezbędny do życia- skwitował.
- Zabawne. Wiesz, że rok temu mówiłam dokładnie to samo?
- To co zmieniło twój pogląd?
- Życie.
- Nie mogło być tak źle.
- Nie znasz się, jesteś za małym gówniarzem, żeby życie cię czegoś nauczyło.
- Jestem starszy od ciebie.
- Starszy nie znaczy dojrzalszy.
- Co możesz o mnie wiedzieć?- spytał niespodziewanie.
- W sumie racja, nie znam się na ludziach. Gdybym się znała, to nie skrzywdziliby mnie tak bardzo - głos zaczął mi się łamać.
Siedział w milczeniu.
- A wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim? Że oni ciągle mnie zawodzili, a ja nie potrafiłam dopuścić tej myśli do siebie. Ciągle chciałam im wybaczać, zapominałam to co było złe. Bałam się, że odejdą. Odeszli.
- Samotność, to moje drugie imię.
- Przesadzasz.
- Nie, serio, na drugie imię mam Soledad (hiszp.- samotność). Jestem Julía Soledad Gonzaléz
- Czyli jednak twoje drugie imię ma odbicie w twoim życiu?
- Wiesz, że nigdy tak nie było? Mimo, że jestem Soledad, to zawsze wokół otaczała mnie masa przyjaciół, teraz jestem samotna, teraz jestem naprawdę w pełni Soledad...
- To piękne imię jeśli chodzi o wymowę, trochę smutniejsze znaczenie- powiedział cicho.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Wypłacz się, jeśli ma ci ulżyć- powiedział spokojnie.
- Jeszcze nikt nie widział mnie płaczącej. Płaczę tylko, kiedy jestem sama. Nikt nie może widzieć, że jestem słaba, nikt. - Dobranoc. - spuściłam wzrok i wyszłam.
Może za ostro go potraktowałam? Chciał być uprzejmy, pomóc mi...Z resztą co by zrozumiał? Nic. Nikt nie rozumie, ja nawet niczego takiego nie oczekuje.
- Martín ?- tak właśnie miał na imię.
- Tak?
- Opowiedz coś o sobie.
- A co chcesz wiedzieć?
- Wszystko- delikatnie się uśmiechnęłam.
- Urodziłem się w Maladze, przeprowadziłem się do Madrytu miesiąc temu, studiuję psychologię, mam dwóch braci i siostrę. Od małego uwielbiałem grać w piłkę, dorabiam czasami w knajpce w centrum miasta - zaczął.
Kiedy dowiedziałam się na jego temat tyle ile by mnie zadowalało, zapytał mnie o to samo.
- Nie lubię mówić o sobie chyba, że podstawowe informacje jak ulubiony kolor czy rodzaj muzyki.
- Po co bierzesz mnie na dystans?
- Nie ufam ludziom...od pewnego czasu już nie- najgorsze było to, że naprawdę wzbudzał moje zaufanie i otwierałam się przed nim bardziej niż przed zwykłymi ludźmi.
Mijały dni, tygodnie, każdego wieczoru rozmawialiśmy po kilka godzin. Bardzo się ze sobą zżyliśmy, jeszcze nikt nie był mi tak bliski. Nadal nie wiem kim jest, jak wygląda. Chociaż nie wiem czy to ważne, ważne jest to, że jest jedyną osobą, która mnie rozumie.
- Opowiedz mi wszystko- rzucił któregoś wieczoru.
- Po co?
- Nie chcę cię zrozumieć, chcę cię wysłuchać.- zdziwił mnie tą odpowiedzią.
- Rio jest pięknym miastem, ale chyba pechowym dla mnie. Od przeprowadzki tam wszystko wydawało się być lepsze, piękniejsze, było idealnie- na początku. Poznałam chłopaka, studiowałam, dorywczo pracowałam, miałam masę przyjaciół, wspierającą rodzinę, wszystko było jak trzeba. Kiedy chłopak zostawił mnie po 2 latach związku ciężko mi było dojść do siebie i wtedy spadła lawina problemów.
- Dlaczego cię zostawił?- spytał.
- Bo przestał mnie kochać. Tak z dnia na dzień. Jednego dnia nie widzimy po za sobą świata, drugiego on już nie widzi we mnie tego, co widział na początku, przynajmniej on tak twierdził. W dnie starałam się ukryć ból, noce przepłakiwałam. Zawaliłam studia, straciłam pracę, przyjaciele byli znudzeni tym, że nie umiem się pozbierać, że płaczę, że nie śpię po nocach, dla nich było to irytujące. Odeszli. Każdy, po kolei, dzień po dniu. Popsuły się moje stosunki z mamą, która uwielbiała mojego chłopaka, twierdziła, że to wszystko moja wina.
- Jak to?
- Wmawiała mi, że to ja zawaliłam sprawę, że nie byłam dla niego wystarczająco dobra. Pod koniec naszego związku przestał mnie szanować, co strasznie mnie raniło, ale zaciskałam zęby, bo go kochałam. Na początku taki nie był, ale potem... Od tamtej pory ja odwróciłam się od ludzi, jak oni odwrócili się ode mnie.
- Przykro mi- szepnął.
Chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
- Wiesz, że jesteś jedyną osobą, która o tym wszystkim wie?
- A mówiłaś, że nikomu nie ufasz.
- Bo nie ufam. Nie ufam nikomu, a ty jesteś "kimś"- uśmiechnęłam się i przeczesałam palcami grzywkę.
Chciałam spojrzeć na niego, ale odwrócił wzrok, jakby czegoś szukał. Nie wiedziałam kim jest, nadal, nie wiedziałam do końca jak wygląda, ciekawość mnie zżarła.
- Dlaczego nie chcesz mi się pokazać?- strzeliłam pytaniem.
- Jak to?
- Ty doskonale wiesz jak wyglądam, widzimy się tylko wieczorami, nie chcesz pokazać swojej twarzy. Jesteś tajemniczy, uciekasz, kiedy wiesz, że mogę zobaczyć jak wyglądasz. Dlaczego to robisz?
- Ja nic nie ukrywam.
- To pokaż mi się.
- Nie, to wszystko zniszczy- szybko uciął.
- Co zniszczy?
- Nas, nasze relacje.
Byłam zmieszana. Nie wiedziałam jak przerwać milczenie.
- Jeśli masz jakiś defekt czy coś, to przecież jest ok, ja nie zwracam na to uwagi, jesteś świetnym facetem.
- Jaki defekt?- zaśmiał się
- No nie wiem... blizny powypadkowe....tylko taki powód wydaje mi się być usprawiedliwieniem.
- Nic z tych rzeczy. Nie mówmy o tym więcej- przerwał i wyszedł.
Nie mogłam spać, całą noc zastanawiałam się nad tym kim jest. jak wygląda, dlaczego się z tym kryje.
Dzisiaj zabrałam się za porządki, spędziłam cały dzień z mopem i ścierką pod pachą, jestem wykończona. Włączyłam Liverpool- Manchester United, przykryłam się kocem i piłam gorącą herbatę z cytryną i rumem.
Wieczorem chciałam w końcu przejść się po mieście, zobaczyć co i jak, gdzie co się znajduje, chce bliżej poznać Madryt. Jednak nie poszłam na spacer, czekałam na niego. Dlaczego? Z jednej strony myślałam o Javierze, czy tęskni, czy myśli o mnie, co robi.... z drugiej nie mogłam iść do łóżka bez rozmowy z Martínem. Stał się dla mnie przyjacielem, ma świetny charakter, chyba się zakochałam . Nie, nie pozwolę znowu dać komuś się zranić. Nie i nie, po prostu nie.
Nie było go, nie przyszedł. Dlaczego? Obraził się ? Dotknęłam go wczorajszą rozmową?
Założyłam białą koszulkę i zaczęłam oglądać finał International Cheampions Cup, Real Madryt- Chelsea. Pierwszy puchar w tym sezonie, teraz będziemy zbierać tylko puchary. Liga Mistrzów, La liga....
Martín siedział następnego wieczoru, usiadłam bez słowa na swoim balkonie.
- Cześć.
- Jesteś zły?- spytałam
-Nie, a czemu miałbym być?
- Nie było Cię wczoraj..
- Miałem...byłem po za miastem.
Gadaliśmy tak jakby nie było tamtej rozmowy, jakby zapomniał o tym, że chcę wiedzieć kim jest.
-Co by było gdybyś poznała w Madrycie chłopaka, który byłby zawodnikiem Realu?
-Skąd takie pytanie?- zaśmiałam się
-Nie wiem, tak jakoś...- pokazał równy rządek białych zębów.
- Nic. Byłby takim samym chłopakiem jak każdy inny, tylko miałby...inną pracę, niż przeciętny.
- I kupę kasy- zaśmiał się
- Związuję się z człowiekiem, którego kocham, nie z jego pieniędzmi. Nie chciałabym od niego ani jednego euro, to jego pieniądze, które zarobił przez własny wysiłek. Nazwisko nie ma znaczenia, nie chciałabym lansować się, że byłabym jedną z WAGs, nie chciałabym być sławna przez to kim jest mój chłopak. Jakbym miała się wybić, to przez własną pracę.
Oczami Martína
- Jesteś idealna.- o Boże, nie wierzę, że to powiedziałem na głos.
- Naprawdę to powiedziałem?
Uśmiechnęła się. Jest piękna, intrygująca, ma świetne poczucie humoru, wrażliwa, chociaż gra bezwzględną. To wszystko przez to co spotkało ją w życiu, wcale się nie dziwie.. Czuję się przy niej tak dobrze. Nie potrafię zasnąć bez powiedzenia jej dobranoc, a kiedy wyjeżdżam i nie mogę zamienić z nią ani słowa, nie mogę wysiedzieć, bo wiem, że czeka na mnie na balkonie. Dla niej wracam domu, bo wiem, że czeka do wieczora, czeka aż pogadamy. Nie wyobrażam sobie, że mogłaby zniknąć. Chciałbym jej dotknąć, objąć ją, pocałować w czoło, nos, policzek, usta....ale gdybym to zrobił, wszystko bym zniszczył.
- Ale spaliłaś cegłę - roześmiał się.
- Nic nie spaliłam! Za bardzo sobie pochlebiasz- pokazałam mu język.
- Czemu jesteś taka wyszczekana, co?
- Nie wiem, mam tak od dziecka- odparłam z dumą.
- Mama musiała mieć z tobą ciężko- zaśmiał się.
- No cóż, ja z nią też lekko nie mam.
Rusza Liga Mistrzów, rusza krew uderzająca do mózgu, rusza przyśpieszenie tętna, przyśpieszenie bicia serca. Kocham, kiedy LM wraca w nowym sezonie. Nowe nadzieje, nowa walka, wszyscy zaczynamy od zera.
Kończę suszyć włosy, jestem już w Królewskiej koszulce. Wychodzę na balkon w poszukiwaniu Martína, ale nie ma go. Znowu. Dlaczego zawsze, kiedy gramy mecze, jego nie ma? Może to przez studia? Dorywczą pracę? Chciałabym z nim pokomentować mecz tak jak wtedy grało Juve z Milanem. Przyzwyczaiłam się do tej bliskości pomiędzy nami...6:1 w Stambule, jestem przeszczęśliwa.
Wstałam o 7.00 wypiłam kawę i zaczęłam robić zupę krem z cukinii, przepis od pewnej starszej pani mieszkającej na osiedlu. Z mojej kulinarnej weny wyrwał mnie dzwonek telefonu. To Andres, starszy o 6 lat brat Javiera. Co chciał?
- Halo, Julía?
-Cześć, co słychać?- lubiłam go, mimo, że nie byłam już dziewczyną jego brata, to dalej utrzymywaliśmy kontakt.
- Julía, musimy pogadać.
- Andres, ja nie jestem w Brazylii.
Cisza w słuchawce.
- Jak to?
-Normalnie.
- Co? Dlaczego?
- Przeprowadziłam się.
- Młoda, nie rób sobie jaj- zaczął się śmiać
Cisza.
-Serio mówisz?
- Mhm
- Chciałem pogadać o Javierze
- Mów- zaczęło boleć mnie serce, zaczęło boleć fizycznie, nie psychicznie jak zwykle.
- On chyba zrozumiał swój błąd...
Czuję, że ból się nasila, nie mogę złapać powietrza, nerwowo szukam tabletek w torebce.
Nie ma.
- Andres, ja od..od...oddzwonię- z trudem łapałam powietrze.
Jak ja mogłam nie wziąć tabletek z domu?! Leżałam pół godziny na podłodze starając się cały czas płytko oddychać. Z resztą mogę nawet tu umrzeć, co za różnica? Chociaż nie. Umrę jak dowiem się kim jest Martín.
Odliczałam godziny, minuty do 22.30. Puerta del Sol, nie za dobrze znam Madryt, chcę znaleźć kogoś, kto pokazałby mi miasto, ok, dam sobie radę.
Wzięłam prysznic, bóle przeszły, miałam godzinę do wyjścia, nerwowo spoglądałam za zegarek. Uczesałam włosy, ułożyłam grzywkę na bok, starannie narysowałam kreski eyelinerem na powiekach, rzęsy przejechałam czarnym tuszem i stanęłam przed garderobą. Sukienka? Nieee przecież on mi się nie oświadcza. Bluza i jeansy? A co jeśli on się odstawi, a ja przyjdę w sportowej bluzie i spodniach? Nigdy nie miałam takiego dylematu. Wybrałam czarne rurki i beżowy sweterek w sam raz na chłodny letni wieczór i buty na obcasie w kolorze górnej części stroju.
Każdy krok w kierunku naszego miejsca spotkania powodował coraz większy strach, drżenie rąk i przyśpieszenie tętna.
Jest. Niecałe 180, brunet, pięknie się uśmiecha że aż nogi odmawiają mi posłuszeństwa stoi w kapturze na głowie i ray banach. Co on robi w okularach o 22.30? Pytania nurtują mnie coraz bardziej.
- Hej- zaraz się dowiem kim jest, robi mi się słabo.
- Cześć- uśmiechnęłam się, a on mnie przytulił.
Nie wiem, kiedy ostatnio znajdowałam się w czyiś objęciach. Czułam się taka mała, bezpieczna, kochana w jego ramionach. W powietrzu czuć było jego perfumy. Najpiękniejszy zapach na świecie.
- Na pewno chcesz wiedzieć kim jestem?
- Nie chcę, wiedzieć kim jest twoja mama.
- Kiedyś miała swoją kawiarnię, ale jak byłem mały to po szkole ciągle tam przesiadywałem.. Niestety z powodu nadwagi i musiała ją zamknąć przez to, że wyjadałem jej 90% towaru- zaśmiał się.
- Spadaj debilu- szturchnęłam go i się roześmiałam.
- Przyrzeknij mi, że to nic nie zmieni między nami. Nie chcę cię stracić- ostatnie zdanie wypowiedział ledwo słyszalnie. Tym razem był poważny jak nigdy.
- Się zobaczy- posłałam mu niepewny uśmiech
Zrzucił kaptur, powoli zdejmował okulary i podniósł na mnie wzrok wyczekując reakcji.
- Oszukałeś mnie!- krzyknęłam zwracając uwagę przechodniów.- Dałam się nabrać! Boże, jestem taka naiwna, z resztą czemu mnie to dziwi? Zawsze byłam taka. Nienawidzę Cię!
__________________________________________________________________________________
Jak myślicie, kto to może być :)?
Do następnego!