poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział I 'Te necesito como el aire para respirar'

                  
                              Siedzę na tarasie z przepięknym widokiem na Rio de Janeiro nocą, wokół mnie pali się kilka świeczek, które tworzą wspaniały klimat. Siedzę w kubkiem gorącej herbaty, spoglądam na walizki i pudła stojące w moim pokoju. Czuję się jak tej nocy, kiedy wyprowadzaliśmy się z Polski, moja mama jest Polką, a tata ma korzenie Hiszpańsko- Brazylijskie. Do 13 roku życia mieszkałam w Polsce, potem ojciec postanowił się przeprowadzić do jego rodzinnego Rio, więc jakieś doświadczenie w przeprowadzkach mam. Zamykam oczy. Zostawiam tu rodzinę, chłopaka, którego kocham/kochałam, ale z którym mi się nie ułożyło. Kiedy mijamy się na ulicy wciąż patrzymy na siebie w taki sposób w jaki zawsze się patrzyliśmy na siebie po kłótni i niepotrzebnie wykrzyczanych słowach, w taki sposób jak zwykle jedno drugiego chciało przeprosić. Mam wrażenie jakbyśmy oboje za sobą tęsknili, ale jednak oboje odwracamy wzrok, nikt nie ma tyle odwagi, żeby to naprawić. Z drugiej strony może po prostu tak miało być, może nie ma co naprawiać. Przez niego zarwałam pierwszy rok studiów, kilkanaście miesięcy dochodziłam do siebie, nie było tego po mnie widać, jeśli cierpię,  nigdy tak, żeby ktoś widział. Zawsze ufałam ludziom aż za bardzo, zbytnio się przed nimi otwierałam przez co wiele wycierpiałam, cierpiałam przez naiwność, ale teraz jest inaczej. Nie ufam nikomu.
Czasem zmieniamy samochód, telefon, dom, a czasem całe nasze życie. Trzymam w ręku bilet do Madrytu, przyglądam mu się dokładnie, nie wierzę, że marzenie się spełni. Sądziłam, że zamieszkam w mieście moich marzeń, kiedy ukończę studia, ale to co spotkało mnie w Brazylii przyśpieszyło moją decyzję. Za kilkanaście godzin już mnie tu nie będzie.
-Skarbie, idź spać jest 3.00 w nocy. - to był tata.
-Ok, zaraz.
- Naprawdę chcesz tam mieszkać? Nie boisz się samodzielności?
- Tato, uczyliście mnie samodzielności od kiedy zaczęłam raczkować , za co Wam dziękuję, więc nie martw się, dam radę.
- Z kim będę oglądał mecze Blanca?- uśmiechnął się.
Tata wymyślił mi tą ksywkę ze względu na moje białe serce, jestem madridistką.
- Z Alejandrem ... za to ja będę oglądać je na Barnabeu- zaśmiałam się.
- Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę, od tylu lat wiązałam przyszłość z Hiszpanią i nagle bum, za kilka godzin zacznę tam nowe życie- przerwałam ciszę.
- Dobranoc- pocałował mnie w czoło i wyszedł.

Obudziły mnie promienie słońca, wychodzi na to, że zasnęłam na tarasie, w dłoni wciąż trzymałam prawie pusty kubek herbaty.

Starałam się nie płakać, kiedy żegnałam się z rodzicami.
Alejandro zawiózł mnie na lotnisko, obiecał, że będzie dzwonić i kiedyś mnie odwiedzi, mam wspaniałego brata. Czekam na mój lot, zastanawiam się jak zareaguje Javier, jak dowie się od moich znajomych, że wyjechałam. Z resztą co za różnica? I tak nas już nic nie łączy po za wspomnieniami.
Wsiadam w samolot, wyciągam rozmówki, nakładam słuchawki. Pogrążam się w myślach, patrzę na chmury, które są na wyciągnięcie ręki. Ciężko mi jest usiedzieć w miejscu, jestem strasznie podekscytowana.
Lądujemy.
Staje na płycie lotniska i szepczę "Hala Madrid, marzenie właśnie się spełnia". Ciarki przebiegają mnie przez całe ciało, naprawdę tu jestem.
Łapię taksówkę
-Proszę na osiedle Salamanca.
- Tak jest.
Dojeżdżam pod moje mieszkanie...to coś jak blok, tylko, że metraż mieszkania jest naprawdę spory.
20 minut zajmuje mi wtachanie  całego mojego majdanu do domu. Otwieram drzwi. Wszystko jest urządzone dokładnie według mojego pomysłu. Rodzice znaleźli na moim laptopie projekty, które zrobiłam z braku zajęcia i z zamiarem " kiedyś tak sobie urządzę nowe mieszkanie", ale jak się okazało zrzucili się na spółkę z dziadkami i urządzili je, kiedy ja nawet nie miałam o tym pojęcia.

Jest 2.00 w nocy. Różnica między Hiszpanią, a Brazylią wynosi 5h, więc nie mogę spać. O tej porze wstawałam, a tu jest środek nocy. Zaparzyłam sobie kawę, zapaliłam masę świeczek na balkonie z cudownym widokiem na dzielnicę i zaczęłam przeglądać zdjęcie na moim telefonie. Ja i Javier, wspólne wakacje w Argentynie, zatrzymuję się przy tym zdjęciu. Czuję jak łza przemieszcza się w dół mojego policzka zatrzymując się na brodzie. Minął rok, a ja nie doszłam do siebie, bardzo mi go brakuje. Kocham noc, kocham jak miasto śpi, kocham ten chłód uderzający w twarz, tą ciszę.
-Nie za późno na kawę?- z zamyślenia wyrwał mnie męski głos dobiegający z nikąd. Balkon po mojej lewej stronie. Odwracam głowę. Świeczki nie dają zbyt wiele światła, przynajmniej nie na tyle, żeby dokładnie zobaczyć kogoś, kto obserwuje mnie w środku nocy.
- A co Ty byś zrobił, gdybyś nie mógł zmrużyć oka?
- Rozmawiałbym ze ślicznotką z sąsiedniego balkonu...tak sądzę.
Zaśmiałam się.
- Wprowadziłaś się tu?- spytał.
- Tak, kilka godzin temu. Przeprowadziłam się z Rio, moja matka jest Polką, mój ojciec jest pół Brazylijczykiem, pół Hiszpanem, a ja urodziłam się w Madrycie, kiedy rodzice byli na wakacjach.
- Czyli umiesz portugalski, polski i hiszpański?
-  I angielski podstawowy. Od kilku lat uczę się hiszpańskiego samodzielnie. Moim marzeniem było tu zamieszkać, kocham ten kraj, kulturę, tradycję i jestem fanką kuchni śródziemnomorskiej. Ah tak, gdybym coś źle powiedziała po hiszpańsku, to twoim obowiązkiem jest poprawienie mnie - powiedziałam uśmiechając się szeroko.
- No to witaj w Madrycie- powiedział ciszej.
- Masz jakiś ulubiony zwrot po hiszpańsku?- wypalił
- Mam, ale to głupie.
- Mów- zachęcił śmiejąc się
- Te necesito como el aire para respirar ( Potrzebuję Cię jak powietrza by móc oddychać). Cudownie to brzmi po hiszpańsku, to tekst mojej ulubionej piosenki i ma wspaniałe znaczenie- szybko dodałam.
Uśmiechnął się.


____________________________________________________________________________

Nie wierzę, że jednak zdecydowałam się na drugiego bloga, jednego prowadzę lifestylowego, ten powstał, podczas picia herbaty w sobotnie popołudnie, pomysł spadł jak grom z jasnego nieba :) Miałam to olać, ale z każdą chwilą czułam potrzebę zaprezentowania tego na blogu i oto jestem.
Tak więc sąsiad głównej bohaterki narobi sporo zamieszania w tym opowiadaniu, będzie bardzo tajemniczy, obcy a zarazem znajomy, mam nadzieję, że się spodoba.

Rozdziały będą dodawane co tydzień bądź 2 razy w tygodniu.
Zapraszam do zakładki "Bohaterowie", gdzie możecie zapoznać się bliżej z postaciami.
 
No to do kolejnego !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz